10 sprawdzonych sposobów jak skutecznie stracić klienta.

Branża ogrodnicza, jak każda inna, wymaga zabiegania i dbania o klienta. A może nawet jeszcze bardziej niż każda inna. Bo wbrew pozorom, zapracować na zaufanie i móc pracować w czyimś ogrodzie, nie jest wcale łatwo. O tym dlaczego, następnym razem.

Ale jeśli Ci na tym nie zależy, albo masz nadmiar klientów, nie lubisz ich, potrzebujesz się ich jakoś pozbyć, to mam dla Ciebie: 10 sprawdzonych sposobów jak stracić klienta. Gwarantują powodzenie i praktycznie 100% pewności, że pozbędziesz się go skutecznie. Zapewne też i na stałe.

1. Umawiasz się na spotkanie i nie przyjeżdżasz.

Bardzo skuteczny sposób, który właściwie załatwia sprawę za Ciebie. Wystarczy, że się umówisz, a potem nie przyjedziesz. Albo nie przyjdziesz. Poza skutecznym rozwiązaniem problemu, pokazujesz jeszcze klientowi co o nim myślisz i jak go traktujesz. Dlatego tą metodę polecam Ci jako pierwszą i niezawodną. Jeśli jednak, jakimś cudem, nie załatwiłaby sprawy, to zmuszony będziesz dodatkowo zastosować sposób opisany w punkcie nr 8.

2. Umawiasz się na spotkanie i się spóźniasz.

W zasadzie trick zbliżony do poprzedniego, ale nieco mniej radykalny. Robisz tak: również umawiasz się, klient przyjeżdża, a Ty nie. Niech czeka. Najlepiej spóźniasz się co najmniej godzinę, co samo powinno sprawę załatwić. Jednak możliwości są dwie: przybywasz po godzinie i klienta już nie ma, albo jest i czeka zdenerwowany. W pierwszym przypadku masz jeszcze możliwość się obrazić i wmawiać mu, że nie potraktował Cię poważne, bo Ty przybyłeś, mimo problemów, a on nawet nie raczył zaczekać. W drugim przypadku musisz zagrać krótko, ale zdecydowanie: klient jest zdenerwowany, pewnie w nerwach coś Ci tam dokucza, więc spokojnie odpowiadasz: z pieniaczami nie współpracujesz. I wychodzisz.

3. Opowiadasz bzdury.

Sposób skuteczny choć lekko ryzykowny. Jesteś na spotkaniu, omawiasz prace, które masz wykonać i krótko mówiąc „błądzisz w zeznaniach”. Tzn. albo robisz to nieświadomie bo nie masz pojęcia o robocie, albo celowo. Ryzyko polega na tym, że jeśli klient nie zna się na tym zagadnieniu, to niekoniecznie może to wyłapać i niestety może, ze współpracy, nie zrezygnować. Jednak w większości przypadków, powinno się udać: zrezygnuje.

4. Nie potrafisz wycenić pracy.

Sposób podobny do powyższego choć w nieco innej materii. I podobnie lekko ryzykowny. Jeśli umiejętnie lub całkiem nieświadomie będziesz „motał się w wycenie”, kombinował, wahał, zastanawiał, kilka razy przeliczał, zmieniał zdanie, jest szansa, że klienta zniechęcisz. Ale możesz też trafić na wyjątkowo „odpornego” i niestety. Wówczas ratuje Cię tylko punkt 5.

5. Podajesz ceny „z kapelusza”.

Czyli wycena prac zupełnie odbiegająca od realiów rynkowych. Na przykład wyceniasz skoszenie działki o powierzchni pięciu arów. Na rynku kosztuje to kwotę X, a Ty podajesz X razy trzy. Albo cztery. Właściwie to powinno wystarczyć i skutecznie powinieneś przestraszyć każdego. Ale musisz być też przygotowany na to, że bywają niezorientowani w cenach lub tacy, dla których „pieniądze nie grają roli”. Wówczas ratuje Cię tylko punkt 6.

6. Psujesz robotę.

Minusem tej metody jest to, że jednak „na robocie musisz się pojawić”. W przeciwieństwie do powyższych jest to Twoja mała porażka, ale mimo wszystko jeśli dobrze ją rozegrasz, masz szansę klienta zniechęcić. Psujesz więc robotę, nie ważne czy świadomie czy nie. Ważne aby efekt końcowy był sprzeczny z ogólnymi standardami, ale przede wszystkim z oczekiwaniami klienta. Jeśli doprowadzisz do takiego finału, sukces praktycznie masz zagwarantowany.

7. Brudzisz, bałaganisz i nie sprzątasz.

Właściwie podobnie jak powyżej, lekka porażka bo „na robocie musisz być”. I jeśli nie uda Ci się skutecznie zepsuć roboty, bo np. jest tak prosta, że jest to nie możliwe, nie pozostaje nic innego jak wykonać bałagan. Najlepiej naśmiecić przy tym co robisz, nabrudzić, a na koniec powiedzieć, że nie sprzątasz bo to do Ciebie nie należy. Wariantem nieco brutalniejszym jest jeszcze opcja „czegoś zniszczenia”. Skutecznie sprawdza się np. obić kosiarką elewację budynku, rozlać paliwo albo zaplamić olejem kostkę brukową. Nieco drastyczne, ale skuteczne.

8. Nie odbierasz telefonów.

Metoda skuteczna właściwie na każdym etapie współpracy. Czy to po nie stawieniu się na spotkanie opisane w punkcie 1., czy to po spotkaniu, wycenie, czy po zrealizowaniu jakiegoś etapu prac. Zawsze działa. Ale musisz być stanowczy i konsekwentny. Nie odbierasz i już. Nie reagujesz, nie oddzwaniasz.

9. Oszukujesz.

Jeśli zdarzy się, że zostaniesz „zapędzony w ślepy zaułek”, żadne metody, tłumaczenie, lekceważenie i nawet Twoja niekompetencja nie przyniosą efektu, pozostaje jedno. A właściwie dwa, bo jeszcze punkt 10. Po pierwsze musisz oszukiwać. Na początek coś tam kręcić, lekko kłamać, plątać się w wyjaśnieniach, mówić, że zrobiłeś coś innego niż faktycznie zrobiłeś. Najlepiej oczywiście mówić, że zrobiłeś więcej niż zrobiłeś. No i oczywiście możesz też oszukiwać na materiale, na rozliczeniu pracy i poszczególnych asortymentów. Sukces praktycznie murowany, chyba, że będziesz miał do czynienia z idiotą.

10. Obrażasz.

Jeśli tak się zdarzy i będziesz miał na wprost siebie idiotę, nic powyższego nie zadziała, musisz zagrać na emocjach. To Twoja ostatnia deska ratunku. Musisz klienta obrazić. Nie raz, co najmniej kilka, albo cały czas. Najlepiej wprost. Nie owijać w bawełnę tylko powiedzieć mu, że jest głupi, nie zna się, jest beznadziejny, śmierdzi itd. Coś wymyślisz, w zależności od sytuacji. Ważne aby dotarło to do jego podświadomości. Mogę doradzić, że świetnie sprawdzają się też sposoby takie „pośrednie”, w których obrażasz go, wcale z nim nie rozmawiając. Czyli np. musisz wyczuć moment kiedy przyjechał, wszedł do ogrodu, w którym pracujesz, pracujecie ze swoją ekipą. Wówczas musisz upewnić się, że będzie słyszał i rzucasz tekstem do swojego współpracownika, udając oczywiście, że klienta nie widzisz i nie wiesz, że jest. Np. „co ten idiota tu wymyślił” albo „tylko kretyn mógłby coś takiego kazać zrobić sobie w ogrodzie” albo „nieźle frajera nacięliśmy na tej robocie”. No i takie tam, krótkie nie złożone zdania. Powinno zadziałać.

Myślę, że jeśli prowadzisz firmę ogrodniczą czy jakąkolwiek inną, powyższe metody będą Ci pomocne. Ja, co prawda ich nie stosuję, ale zaobserwowałem je wśród konkurencji, a także wykonawców w innych branżach. I wiem, że są skuteczne.

A to co ważne i najcenniejsze, to również to, że działają także długofalowo. Tzn. Twoje podejście które zastosowałeś wobec klienta A, jest dalej przekazywane klientowi B, tamten klientowi C itd. Także skuteczność masz zapewnioną na dłużej, a w skrajnym przypadku nawet na zawsze. Idealnie, prawda?

Na zakończenie prośba: uważasz te metody za wyjątkowo cenne. Podziel się z innymi – udostępnij. Niech również skorzystają. A przy okazji polub i skomentuj.

1 Comment

  • W dzisiejszych czasach być dobrym i solidnym i punktualnym fachowcem to podstawa do dobrego biznesu:) Nie wszyscy jedna tacy są ile razy przerabiałem takie sytuacje choćby z fachowcem od elewacji czy hydraulikiem a to się spóźni 2 godziny a to w ogóle nie przyjedzie trzeba się przypominać dzwonić:( Bardzo trafiony artykuł :)!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *