11 rzeczy w ogrodach, których ludzie nie wiedzą.

Rozmawiając z ludźmi o ogrodach, w szczególności odbierając telefony od Klientów, daje się zauważyć, że pewnych rzeczy o ogrodach, najzwyczajniej nie wiedzą.

Jedni uważają, że jest im to niepotrzebne, kolejni nie wiedzą bo nie chcą wiedzieć, ale są też tacy, którzy o pewnych sprawach nigdy nie słyszeli.

Może da się z tym żyć, ale jednak posiadając ogród, dla swojego dobra, trzeba się w niektórych sprawach chociaż trochę orientować. Chociażby tylko po to, aby „pierwszy lepszy”, który chce tą niewiedzę wykorzystać, nie mógł tego zrobić.

Postanowiłem wybrać najważniejsze elementy, z którymi często się spotykam. Czy to w rozmowach telefonicznych, czy to już „na miejscu” podczas prac. Jeśli chodzi o mnie, czy moich Współpracowników, zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić. Ta niewiedza specjalnie nam nie przeszkadza, choć czasem, tłumaczenie po raz „n-ty” tego samego potrafi zirytować. A co gorsze, udowadnianie rzeczy oczywistych, szczególnie wobec wyjątkowo opornej „materii” często stawia nas w niewygodnej sytuacji. W skrajnych przypadkach jest nawet odbierane opatrznie, jako unikanie pracy czy też jakieś inne „kombinacje”.

Ale po kolei. Top lista rzeczy w ogrodach, których ludzie nie wiedzą.

  1. Powierzchnia ogrodu.

Sprawa wydaje się banalna, a jednak. O ile jeszcze, mniej więcej, większość posiadaczy ogrodu zna powierzchnię swojej działki, o tyle powierzchnie poszczególnych elementów np. trawnika to jedna wielka niewiadoma.

Nie zdarzyło się jeszcze chyba nigdy, aby ktoś kto dzwoni i pyta np. o koszenie czy inną usługę, wiedział jaką ma powierzchnię zajętą np. przez trawnik. Zawsze pytam: ale ile arów? To słyszę: no tak 3-4. Więc na wszelki wypadek jedziemy i mierzymy: zawsze okazuje się inaczej. Z reguły dużo więcej.

Warto więc może otwarcie powiedzieć: 1 ar to inaczej 100 metrów kwadratowych. W idealnym matematycznym przypadku to kwadrat o boku 10 na 10 metrów. A inaczej to np. 5 na 20 metrów itd.

W każdym razie powierzchnię poszczególnych elementów warto znać, nawet z lekkim przybliżeniem. Chociażby po to, aby odpowiednio dawkować nawozy.

  1. Granica działki.

Która ma znaczenie szczególnie przy działkach nie ogrodzonych. Jeśli usługa ma dotyczyć „czegoś tam”, a konkretnie nie wiadomo gdzie działka zaczyna się i kończy.

Choć w przypadku działek zagospodarowanych, ogrodzonych jest to niemniej istotne. A co najważniejsze: płot to nie granica!

Więcej o tym: Pierwszy krok do OGRODU – OGRODZENIE, a granica działki.

Dlatego dla własnego dobra, granicę swojej działki trzeba znać. Chociażby tylko po to, aby za jakiś czas nie okazało się, że te piękne nasadzenia, które zrobiliśmy, są u sąsiada lub np. w pasie drogi.

  1. Wertykulacja.

Przechodząc do pojęć typowo ogrodniczych, to pierwsze z nich, z którym jest sporo kłopotów. Szczególnie obecnie, kiedy czynność ta zrobiła się dość „modna”, każdy coś tam o niej słyszał i w każdym ogrodzie „wypada” ją zrobić.

I właśnie to „wypada” powoduje najwięcej kłopotów. Bo po pierwsze czasem ciężko wytłumaczyć, że to nie pora na te zabiegi albo trawnik tego nie wymaga. Lub też jest np. jeszcze zbyt młody. Ponadto wertykulacja często jest mylona z aeracją, często w rozmowach pojawia się element: a ma pan do tego taki wał z kolcami?

Zatem, w największym możliwym skrócie, warto powiedzieć, że wertykulacja to zabieg, który ma na celu mechaniczne, powierzchowne usunięcie zbitego filcu, resztek trawy powstałych w wyniku użytkowania i koszenia czy tzw. próchnicy powierzchniowej.

Wertykulację wykonuje się wiosną, najlepiej po drugim, trzecim koszeniu kiedy trawa już intensywnie rośnie. Drugi możliwy termin to wczesna jesień.

Wertykulację najlepiej wykonuje się specjalnym, służącym do tego wertykulatorem, który przy pomocy specjalnych noży, zdziera wspomniane powyżej resztki. Przy okazji nacina ziemię poprawiając nieco dopływ wody i powietrza. I właśnie tym dopływem powietrza wertykulacja mylona jest z aeracją.

  1. Aeracja

To nic innego jak właśnie napowietrzanie gleby. Czy to przy pomocy specjalnego wału z kolcami lub innych lepszych albo mniej lepszych urządzeń. Np. specjalnych aeratorów.

W każdym razie napowietrzanie ma za zadanie umożliwić, poprzez nakłuwanie gleby, lepsze dotarcie powietrza, wody, a także składników chociażby z nawozów, do korzeni trawnika. A poprzez to lepszy wzrost.

Zabieg ten można łączyć z wertykulacją, ale najlepiej wykonać go latem lub wczesną jesienią. Po aeracji, jeśli ziemia jest zbita, można powstałe dziury zasypać piaskiem. Ale o tym innym razem.

Tym więc sposobem, przebrnęliśmy, w największym możliwym skrócie, przez wertykulację i aerację. Myślę więc, że Czytelnicy bloga z ogrodem na TY nie będą już mieli z tym problemów. I będą je skutecznie rozróżniać.

  1. Nawóz

Z nawozami jest trochę tak, że nieważne co, byle było. Szczególnie jeśli rozmawia się o trawnikach lub przysłowiowych iglakach. W przekonaniu znakomitej większości ludzi nawóz to nawóz. Czyli sypnij pan tam jakimś nawozem żeby lepiej rosło.

Tymczasem trzeba jednoznacznie powiedzieć, że nawozów jest bardzo, bardzo dużo. I teoretycznie, zanim się go zastosuje, najpierw trzeba zdiagnozować problem. Np. w przypadku trawnika może być nawóz uniwersalny, ale także nawóz na mech, do trawników zachwaszczonych, przeciw żółknięciu, do regeneracji, mniej koszenia, efekt dywanowy itd. Mało tego, co producent, inna paleta produktów.

I podobnie z całą resztą roślin. Zatem zanim się zastosuje nawóz, warto chociaż w przybliżeniu, wiedzieć jaki, na co i po co.

  1. Ph

Czyli nic innego jak odczyn gleby. Nie jest większą tajemnicą, że może być kwaśny, obojętny lub zasadowy. Teoretycznie wie o tym każdy, ale praktycznie mało kto zwraca uwagę.

Z kolei drugą prawdą jest to, że każda roślina, a przynajmniej większość, w tym także trawa ma swoje indywidualne preferencje. Zatem skoro np. dana roślina preferuje gleby kwaśne, a ogród wykazuje tendencje zasadowe, naturalnym jest, że może nie rosnąć najlepiej.

Nie bez powodu, przy sadzeniu, stosuje się odpowiednie podłoża, ale jest to tylko działanie miejscowe. Natomiast warto poznać odczyn całej działki aby mniej więcej wpasować się z doborem roślin.

  1. Ogród kosztuje

A jednak to prawda. Mimo, że zdaje się, szereg osób o tym zapomina. Albo tylko udaje, że zapomina.

Kosztują rośliny, materiały, kosztuje sprzęt i kosztuje także praca. Czy to własna czy zlecona firmie. Mało tego, ta praca kosztuje wprost proporcjonalnie do tego, im większe są oczekiwania.

Myślę, że najlepszym podsumowaniem tego punktu będzie wpis:

UTRZYMANIE OGRODU PRZYDOMOWEGO – podjąć się samemu czy zlecić firmie?

  1. Ogród potrzebuje czasu.

I to kolejna prawda, o której wiele osób zapomina. Szczególnie tych, które są na etapie zakładania ogrodu.

Szczególnie dziwią się ci, którzy przed realizacją ogrodu dostają do wglądu projekt swojego ogrodu. Ładną, komputerową wizualizację. A w niej: wszystkie rośliny są duże, ogród jest pełny, kolorowy itd. Tymczasem, po realizacji, szczególnie jeśli „budżet jest napięty”, rośliny są maleńkie. Niektóre ledwie widoczne przy ziemi. I to powoduje największe rozczarowanie.

Zatem trzeba uświadomić sobie najprawdziwszą prawdę: ogród potrzebuje czasu. Szczególnie rośliny. A ile? O tym też już w skrócie było: Ogród dorósł. Ile potrzebował lat?

  1. Ogród to stała pielęgnacja.

Niestety. To nie jest tak, że zrobi się coś, raz na zawsze. W ogrodzie jest nieustanna praca. Właściwie każdy miesiąc i pora roku niosą inne zadania.

Dlatego każdemu to powtarzam. Szczególnie jak słyszę stwierdzenia typu: a u sąsiada jest jakoś tak ładnie. I wszystko jest zadbane. No tak, ale proszę spojrzeć ile sąsiad robi.

Trzeba o tym pamiętać. Bo ogród nie wybacza żadnych błędów. Ani nie przyjmuje tłumaczeń pt. nie było czasu.

Niezależnie jednak od tego i tak zawsze pozostaje: Możliwości masz dwie. Albo zmniejsz oczekiwania albo zwiększ wysiłki.

  1. Przycinki nie zawsze można wykonać.

To jest punkt, który bardzo często trzeba tłumaczyć. Natomiast efekt jest różny. Spotkałem się nawet ze stwierdzeniem: to chyba nie chce się panu robić.

Tymczasem rośliny mają do siebie to, że preferują określone terminy cięcie. A innych nie. I wygląda to całkiem różnie, w zależności od gatunku, odmiany itd. Myślę, że najlepszym porównaniem jest trawnik, którego w zimie nie kosimy. I to właściwie każdy rozumie.

Z innymi sprawami jest gorzej. Ale jednak podstawy warto poznać. Bo cięcie w złym terminie może roślinę poważnie uszkodzić, narazić na określone konsekwencje, a w skrajnym przypadku nawet uśmiercić.

  1. Na wycinkę potrzeba zezwolenie.

Podobnie jak z terminem cięcia, jest z samym cięciem, a szczególnie wycięciem. Wiele osób nie przyjmuje do wiadomości tego, że wycinki drzew, to sprawa poważna.

Argumenty typu: ale ja sama sadziłam to drzewo dwadzieścia lat temu, to teraz mogę je sam wyciąć, niestety nie są skuteczne. I niestety drogo mogą kosztować.

Zasygnalizuję tylko to, że wycinki drzew żądzą się określonymi prawami, w konkretnych przypadkach trzeba posiadać zezwolenie, a wszystko to dokładnie swego czasu opisywałem: Chcesz wyciąć drzewo? Weź pod uwagę nowe przepisy.

Krótkie podsumowanie.

To chyba tle najważniejszych spraw w ogrodach, które wielu osobom przychodzą z wielkim trudem.

Pół biedy jeśli jeszcze, w konkretnych pracach, zdają się na pomoc fachowców. Jest wtedy teoretyczna szansa, że ktoś zwróci uwagę na wspomniane sprawy. Gorzej jest natomiast jeśli zadania bierze się we własne ręce, a na powyższe nie zwraca się uwagi.

Pomijając wszelkie szkody, które można wyrządzić roślinom i całemu ogrodowi, ale ta niewiedza może niestety drogo kosztować. I to najprawdziwszych pieniędzy.

Dlatego: nie wiecie? Pytajcie, dowiadujcie się i słuchajcie tych, którzy się znają. Tylko wcześniej upewnijcie się, że znają się faktycznie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *