Blogosfera ogrodnicza. Co mnie drażni?

Jakiś czas zbierałem się już do tego wpisu, ale specjalnie nigdy nie było mi po drodze. Zawsze coś, zawsze jakieś ważniejsze tematy. Jednak dziś postanowiłem się zmobilizować, ponieważ jest akurat idealny moment. Ukazał się raport BLOGmedia, który w sposób konkretny podsumowuje polską blogosferę. Problem w tym, że nie ma tam ani słowa o blogosferze ogrodniczej, która jakby wcale nie istniała.

Z jednej strony to trochę smutne, ale z drugiej, czymś to jest spowodowane. Moim zdaniem tym, że bogosfera ogrodnicza sama się o to prosi, reprezentując po prostu słaby poziom. Niestety. Może ktoś poczuje się tym urażony, ale tak niestety jest.

Co więcej, poza słabym poziomem, daje się również zauważyć szereg innych spraw, które także nie świadczą dobrze o ogrodniczych wieszczach. Poza tym niezmiernie drażnią, przynajmniej mnie. Postanowiłem zebrać te najważniejsze.

.

Zanim jednak do nich przejdę, dwa słowa komentarza. Przez blogosferę ogrodniczą rozumiem całość Towarzystwa, a więc wszystkich tych, którzy cokolwiek w tej dziedzinie robią. Czy to prowadzą blogi czy tylko strony w popularnych mediach społecznościowych. Nie ma to znaczenia, wszystkich (w swoich obserwacjach), wrzucam do jednego worka.

I druga uwaga: poniżej zamieszczam zestawienie najgorszych, moim zdaniem, przypadłości. Oczywiście nie wszystkie dotyczą wszystkich, poszczególne mogą nie dotyczyć tej czy innej osoby. Z góry uprzedzam też, że nikogo nie mam zamiaru obrazić, dlatego żadnych konkretnych przykładów pt: pani Kowalska robi to, a pan Kowalski tamto, nie podam. Nie o to chodzi. Myślę, że jeśli ktoś to przeczyta, być może sam odnajdzie pewne sytuacje w swoim postępowaniu. Może też wyciągnie pewne wnioski, a może się ze mną zupełnie nie zgodzi. Nie obrażę się, to są tylko moje obserwacje.

.

Co mnie drażni?

Spamowanie w wielu grupach. Niestety nie potrafię tego inaczej nazwać, natomiast zjawisko jest jak najbardziej powszechne.

Zdaję sobie sprawę, że facebook to idealne narzędzie do „łapania” Czytelników, bez którego na wiele blogów, nikt, nigdy by nie trafił. A jeszcze lepszym „lepem” wydają się tzw. grupy tematyczne /ogrodnicze/, które zrzeszają tysiące osób, żywo zainteresowanych tematem, w którym tworzymy. Problem jest jednak w tym, że osoby te, to nie są idioci czy inna ciemna masa, której namolnie, wręcz nachalnie trzeba podsuwać wyprodukowane treści. Co więcej, hurtowo, rzucając je do wszystkich możliwych grup, nie zważając również, że w większości, w każdej z nich, są te same osoby.

Facebook to na tyle inteligentne narzędzie, które jak pewnie wiecie, informuje Nas o wielu rzeczach, często nawet o takich, które wolelibyśmy przemilczeć. Dlatego przyznam się, że jak w powiadomieniach widzę, że Pani/Pan (a jest takich sporo) zamieścił post w grupie X,Y,Z i jeszcze kilku innych, to słabo robi mi się od razu. Co więcej, wręcz z obrzydzeniem reaguję na te osoby i gdyby nawet pisali tam o złotych górach czy receptach na nieśmiertelność, to i tak bym tego nie czytał.

Przyznam się również, że jak zaczynałem moją przygodę z blogowaniem, a tym samym facebookiem, to powyższa metoda nie wydawał mi się niczym dziwnym. Być może właśnie przez niewiedzę nie wiedziałem, na jakie pośmiewisko można się narazić. Dlatego dziękuję pewnej osobie, która po kilku takich moich wyskokach, w kilku zdaniach sprowadziła mnie na Ziemię. A poprosiła mnie grzecznie o nie spamowanie właśnie swoimi treściami, a na pocieszenie dodała, że Czytelnicy to nie jest stado pędzących baranów. Sami trafią na moje strony, jeśli treści uznają za interesujące. W przeciwnym razie, jeśli treści niczego nie będą wnosiły, to nie pomoże zamieszczanie postów, nawet na profilu samego Marka Zuckerberga.

.

Kochani, kochane, najdrożsi itd. Czyli rażące wchodzenie w „cztery litery” własnym Czytelnikom.

Rozumiem to, że zwrotami tymi chce się ich jakoś dowartościować, podkreślić jacy są ważni itd. Ale przecież bez przesady. Jacy „Kochani” czy „Najdrożsi”, skoro prawda jest taka, że prawie z wszystkimi z nich, nawet się nie znamy. Co więcej nie wiemy jak wyglądają, skąd są itd. Są dla nas anonimowi.

Dlatego uważam takie zwroty, które powinny być zarezerwowane dla najbliższych nam członków rodziny, względnie przyjaciół, za absolutnie przesadzone. I może nie jest to przypadłość tylko blogosfery ogrodniczej, ale jednak, w niej szczególnie często rzuca mi się w oczy.

Tymczasem uważam, że dowartościować Czytelnika można na szereg innych sposobów, choćby zwrotem „Drogi”, „Szanowny” itd., czy wcale bez takich kurtuazji, a za to doceniając go poważnymi treściami swoich wpisów czy innymi formami spotykanymi na blogach.

.

Wykorzystywanie wizerunku dzieci. Czyli nadrabianie „miną” czy nawet lekkie granie na emocjach.

Oczywiście nie oznacza to, że własnych dzieci czy innych bliskich nam osób nie można okazjonalnie pokazać. W końcu Czytelnicy blogów powinni wiedzieć co nieco z prywatnego życia tych, których czytają. Ale jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy pokazaniem, a notorycznym wykorzystywaniem w celu „podkręcenia” emocji. Co więcej, często nawet tak, że to właśnie pokazywane dzieci odgrywają pierwszoplanową rolę, a prezentowane treści schodzą na dalszy plan.

Tu muszę jednak wtrącić małe sprostowanie tzn. takie, że na szczęście to zjawisko, w blogosferze ogrodniczej, nie jest tak bardzo zakorzenione. Znam szereg innych blogów, gdzie to właśnie na dzieciach, buduje się całą popularność (pomijam blogi o dzieciach). Nie podoba mi się to, uważam to za lekkie granie na „emocjach”, a nawet świadome wykorzystywanie, że to dobrze „sprzedający się towar”.

.

Niski poziom merytoryczny, pisanie „o niczym”. Albo powielanie wiedzy poradnikowej, którą wszyscy zainteresowani doskonale znają.

I to moim zdaniem, jest główna bolączka blogów ogrodniczych. O ile wiele fanpejdży, szczególnie budowanych typowo na bazie pokazywania własnego ogrodu, można uznać za bardzo ciekawe i inspirujące, o tyle na blogach, często pisze się „o niczym”.

Oczywiście jest tam jakaś treść, ale umówmy się: nie wnosząca niczego wartościowego. Bo ile można się zachwycać zdjęciami kwiatów, roślin i ogólnie krajobrazów, których przecież każdy ma sporo, na żywo, wokół siebie. Nie wspominając już o tym całym, wszechobecnym, internetowym spamie. Na blogu można więc obejrzeć to raz, dwa, ale nie traktować tych treści jako głównej wartości danego bloga.

.

Brak podparcia własnymi przykładami. Co ściśle wiąże się z powyższym.

Jakby kontynuując powyższą myśl uważam, że wiele ogrodniczych blogów, szczególnie tych kreujących się na specjalistyczne, nie jest tworzonych w oparciu o doświadczenie piszącego. Co prawda teoretycznie można pisać o wszystkim i nawet szczególnie się na tym nie znając, ale jednak na dłuższą metę jest to zauważalne.

Wiele blogów ogrodniczych budowanych jest jakby na doświadczeniu płynącym z zawodowej, ogrodniczej (około ogrodniczej) pracy, ale jednak w praktyce zupełnie tego nie widać. Owszem dany bloger pisze, o tym, o tamtym, komentuje materiały, trendy, techniki, style itd., ale wszystko odbywa się niestety tylko teoretycznie. Za mało jest dla mnie przykładów z własnej realizacji, z wykorzystania i przerobienia tego, o czym się pisze.

A to niestety nie wygląda wiarygodnie. Moim zdaniem: ktoś pisze o fotografii, pokazuje własne zdjęcia, o renowacji mebli, pokazuje meble, które odnowił, o gotowaniu, pokazuje co ugotował itd. Inaczej nie wygląda to przekonująco.

Właśnie dlatego, od samego początku mojego blogowania, staram się realizować takie założenia. Mimo, że zdaję sobie sprawę, że nie zawsze są to „medialne” tematy i czasem nie niosą tak jak piękne kolorowe obrazki, pościągane z internetu. Jednak pokazuję to co robię, jak robię, czym robię. Nie piszę np. o francuskich ogrodach, z którymi nie mam nic wspólnego. Nie piszę o takich czy innych materiałach, których nie doświadczyłem we własnej pracy czy ogrodach, w których bywam.

Tego niestety brakuje mi w ogrodowej blogosferze. Wiele teoretycznie „profesjonalnych” blogów traci przy bliższym poznaniu, bo za dużo jest w nich teorii, a za mało praktyki.

.

Niski poziom techniczny. Czyli wszechogarniająca prostota.

Nigdzie nie jest powiedziane, że blog musi być ładny i estetyczny. Podobnie jak garnitur nie musi być dobrze dopasowany. Ale jednak w praktyce, te źle skrojone, nie zapowiadają niczego dobrego nt. swojego właściciela.

I tak właśnie wygląda na większości ogrodniczych blogów. Niska jakość, najczęściej proste, nieodpłatne szablony. Nie mam nic przeciwko nim, nie każdy musi inwestować w swoje hobbystyczne zajęcie. Ale skoro mówimy o profesjonalnym podejściu, warto to przemyśleć.

Podobnie jak i same treści, które niejednokrotnie pozostawiają sporo do życzenia.

.

To tyle głównych, najbardziej kłujących mnie w oczy, cech blogosfery ogrodniczej. Oczywiście są też inne, mniej i bardziej denerwujące.

Zdaję sobie sprawę, że nie szybko, o ile kiedykolwiek się to zmieni. Być może to taka cecha tej tematyki. Ale skoro dużo mówi się ogólnie o blogosferze, podkreśla, że ma dużą wartość w dzisiejszym Świecie mediów, szkoda że nie uwzględnia się w tym temacie blogów ogrodniczych.

W końcu tematyka ogrodnicza jest bardzo popularna, teoretycznie duża część społeczeństwa jest nią bezpośrednio zainteresowana. Podejrzewam, że dużo bardziej niż niektórymi innymi dziedzinami, które pojawiają się w raporcie BLOGmedia.

Może więc warto dbać o poziom blogów ogrodniczych, eliminować niektóre przypadłości i traktować je trochę poważniej. Tego sobie i innym blogerom ogrodniczym życzę.

9 komentarzy

  • Dzień Dobry 🙂 po przeczytaniu wpisu i mnie nasuwa się kilka uwag :

    1. Jest wielu początkujących w ogrodnictwie i blogowaniu – dlaczego bardziej doświadczone osoby nie napiszą do nich jeśli widzą, że coś jest do poprawy, zmiany… po to jest przycisk wyślij wiadomość, aby wesprzeć swoja wiedzą te osoby … i po to są wystawione strony aby zarówno chwalić jak i udzielać krytycznych uwag

    2. Są tak potężne blogi jak ten np. gdzie wciąż rekomendowane są jedne i te same ogrody – nie poszukuje się innych tylko jest samouwielbienie w jednym kręgu – może warto wypromować również początkujących ….

    3. mój ogród jest jeszcze niekompletny dlatego nie wyślę zdjęcia do gazety czy nie zaproszę ekipy z TV lub też nie napiszę o mnie zaden duzy bloger ogrodniczy, ale chcę dokumentować kolejne etapy jego powstania – jeśli nie udostępnię strony na forach ogrodniczych na FB nikt mnie nie zauważy bo nie promuję się u innych na potęgę

    Może więc poszukać złotego środka i pomagać sobie wzajemnie aby strony nabierały estetyki i profesjonalizmu

    Pozdrawiam
    Agnieszka 🙂

    • Witaj 🙂 Zgadzam się z Tobą.

      Może z wyjątkiem tego, że ciężko komuś udzielać rad, jeśli nie prosi 😉

      Natomiast co do pokazywania swoich stron na forach, grupach itd. to generalnie nie jestem przeciwny, razi mnie jedynie taka „hurtowa” działalność. I dodatkowo takie działanie, że nawet bez głębszego uczestnictwa w życiu tej czy innej grupy, atakowanie tam swoimi treściami, tylko na zasadzie „byle wrzucić”.

      Natomiast co do pokazywania np. na moim blogu innych ogrodów, to jestem jak najbardziej na tak. Zachęcam nawet zawsze do przesyłania zdjęć, które chętnie zamieszczę w galerii http://zogrodemnaty.pl/galeria/ Pisałem o tym nie raz. I tyle.

      A co do pomagania innym: zawsze jestem na tak 🙂 Są nawet tacy, którzy to mogą poświadczyć 😉 Trzeba tylko poprosić 😉

  • W dużej mierze zgadzam się z Tobą Tomku. Szczególnie, jeśli chodzi o spamowanie grup. Przyznam, że sama nie jestemw tym temacie bez winy. Przestałam to robić z dwóch powodów – samą zaczęły mnie drażnić takie wpisy hurtem wklejane w kilku miejscach, a po drugie – co nie mniej ważne – wartościowego ruchu dzięki takim działaniom na stronie nie zaobserwowałam. Dużo bardziej sprawdza się po prostu dialog.
    Lubię uczyć się od najlepszych w danej dziedzinie. Czy masz może Tomku swoje ulubione blogi ogrodnicze? Albo zagraniczne wzory, nie do odgapiania, ale do zobrazowania, jak można to robić naprawdę dobrze?

    Pozdrawiam!
    Sylwia

    • Witaj 🙂

      Z wielką przyjemnością przeczytałem Twój komentarz, szczególnie w obliczu tego, że w dyskusji na fb, wszyscy zainteresowani, w większości obrzucają mnie błotem.
      Nie powiem abym się tym przejmował, ale widzę, że nadajemy na zupełnie innych falach…

      Tym bardziej cieszy mnie Twój głos poparcia i zrozumienia co miałem na myśli…

      A co do blogów, to mam kilka, które obserwuję, uważam je za dopracowane. Nie z branży ogrodniczej, jak po artykule można wnioskować…

      Nr 1 to blog, który zarazem jest „ojcem chrzestnym” mojego. On mnie zainspirował do rozpoczęcia mojego. I choć poszedł obecnie w trochę inny wymiar, to jest dla mnie wzorem organizacji i poukładania. To blog: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/

      Bardzo cenię również blog http://www.jestrudo.pl/, który również jest dopracowany i bardzo poukładany. Oczywiście na równie wysokim poziomie technicznym.

      Mam też kilka innych, które mają różne ciekawe elementy, ale to temat na dłuższą pogawędkę…. 😉

      Jeszcze raz dzięki 🙂

      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Blog Michała Szafrańskiego to również dla mnie wzór – bardzo spójny, konkretny, specjalistyczny. Dotarcie do takiego poziomu i zbudowanie autorytetu wśród czytelników na pewno kosztowałó – i kosztuje – wiele pracy. Wydaje mi się, że siła i potencjał tkwią w chęci szczerej pomocy czytelnikom, ciekawości i otwartości. Moim zdaniem można wyczuć – jako czytelnik – który post jest pisany z serca, a który jest taką ‚zapchajdziurą’, bo post musi być raz w tygodniu:)

    Jestrudo bardzo lubię, dla mnie przyjemna szata graficzna i dobre zdjęcia są bardzo ważne i bardzo ułatwiają odbiór treści postów:)

    Dzięki za odpowiedź:)

  • Witam,
    z zainteresowaniem przeczytałam Twój tekst, ale też z przykrością. Sama jestem autorką i czytelniczką blogów ogrodniczych.
    Moje doświadczenie z blogowaniem ma dopiero dwa lata, mniej więcej też tyle czasu czytuję inne blogi ogrodnicze.
    Zgadzam się z niektórymi Twoimi obserwacjami. Np. tzw. spamowanie na FB zdarza się. Sama prowadzę funpage, bo chcę dotrzeć do większej ilości czytelników, ale moja aktywność na FB nie jest zbyt duża. Mam też wrażenie, że wiele jest na blogach treści sztampowych czy nie wnoszących wiele nowego, podobnie jak Ty.
    Będąc świadoma, że ludzie szukają różnych treści na blogach ogrodniczych, uważam jednak, że wiele z nich jest bardzo ciekawych i dobrze prowadzonych. Czytam w miarę regularnie ok. 30 z nich i w większości z nich nie widzę potwierdzenia Twoich zarzutów. Bardzo wiele z nich ma osobisty charakter i styl oraz ciekawe teksty. Ich autorzy opisują własne doświadczenia. Są wśród nich osoby profesjonalnie związane z branżą ogrodniczą, są amatorzy pasjonaci, są profesjonaliści, których blogi nie mają wiele wspólnego z ich pracą. Od ręki mogę wymienić kilkanaście, mających indywidualny charakter i styl, wartościowych w treści.
    Nie ma tam zdjęć dzieci, za to są zdjęcia zwierząt.
    Nie ma szafowania słowami „kochani” itp.
    Jeśli chodzi o poprawność językową czy formę graficzną, często pozostawiają wiele do życzenia, ale myślę, że jeśli jest to blog osobisty, a nie umieszczony na oficjalnej witrynie firmy, można to wybaczyć. Bo tu najważniejsza jest autentyczność, wiarygodność i osobisty charakter bloga.
    Zauważyłam naturalnie, że zaznaczyłeś, że Twoje uwagi nie dotyczą wszystkich blogerów ogrodniczych. Ale z tekstu wyłania się nie najlepszy obraz, a ja, jako czytelniczka takich blogów, nie mam takiej czarnej wizji. Stąd ta obrona blogosfery ogrodniczej. Mie wiem, jak to wygląda od strony statystycznej, ale na pewno jest co wybrać.
    Oczywiście, wiele trzeba poprawić i warto wzorować się na najlepszych. I warto mieć świadomość swoich słabych stron. (Dlatego, jeśli kiedyś zabłądzisz do mojego wirtualnego ogrodu, chętnie poznam Twoje opinie i rady, co do jego prowadzenia.)
    Ale pozytywy też warto dostrzegać, bo są.
    Pozdrawiam, życząc satysfakcji z blogowania.

  • Witaj,

    Przede wszystkim dzięki za komentarz. Mimo, że raczej krytyczny to jednak każde zdanie w dyskusji się liczy.
    Chciałem też zauważyć, że mój wpis nie jest „krytyczny”, a jedynie stanowi moje obserwacje i wnioski w odniesieniu do raportu, o którym pisałem.
    Nie mam zamiaru nikogo uświadamiać, zmieniać itd. Każdy ma swoją drogę, którą uważa za słuszną. A, że niektóre rzeczy wydają mi się lekko dziwne, to też starałem się o nich pisać.
    Owszem są blogi, które fajnie się czyta, lekkim językiem pisane. W większości takie jak piszesz, hobbystyczne.
    Zgadzam się również z tym, że wiele blogów powiela sztampowe treści, znane w mniejszym czy większym zakresie każdemu….
    Piszesz:
    „Mam też wrażenie, że wiele jest na blogach treści sztampowych czy nie wnoszących wiele nowego, podobnie jak Ty.”

    Nie wiem jak interpretować ten Twój zapis „podobnie jak Ty” bo ma on w tym zdaniu dwa znaczenia. Albo na plus albo na minus.
    W każdym razie, w mojej ocenie, mój blog odstaje wyraźnie od ogółu. Czy na plus to nie mnie osądzać. W każdym razie piszę co myślę, a w większości przypadków swoje treści opieram na tym co robię…
    I tego mi brakuje na większości blogów.

    Nie znaczy to też, że na blogach nie ma fajnych i ciekawych treści. Bo są. Tego nie da się ukryć.

    Dzięki za pozdrowienia, również pozdrawiam. Także życzę zadowolenia z blogowania.
    A i zapomniałem. Na Twojego bloga również zaglądam. Jest inny, a to się ceni.

  • Moje intencje były raczej polemiczne, nie krytyczne. Lubię taką wymianę opinii, bo ciekawa jestem zdania innych ludzi, no i zawsze można się czegoś nauczyć. M.in. skutkiem takich dyskusji może być modyfikacja obranej drogi, np. w sposobie blogowania.
    Co do zdania: „Mam też wrażenie, że wiele jest na blogach treści sztampowych czy nie wnoszących wiele nowego, podobnie jak Ty” – to, oczywiście, niezręczność z mojej strony, a w zasadzie błąd składniowy, za co przepraszam. Chciałam napisać, że podobnie jak Ty, dostrzegam ten problem w blogosferze.
    Miło, że czasem zaglądasz i do mnie. Wszelkie kontakty z ludźmi o tej samej pasji są cenne. To jedna z zalet internetu. Pozdrawiam!

    • Jak widać potrzeba było uzupełnienia abym lepiej zrozumiał przesłanie.
      I coraz bardziej wnioskuję z niego, że Twój głos, w jakimś stopniu pokrywa się z moim. Co mnie cieszy. Chociaż margines na polemikę pozostał 😉
      Zaglądam, choć przyznam się szczerze, że nieregularnie… Postaram się to nadrobić 🙂
      I ja pozdrawiam!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *