Nie sztuką jest kogoś obrazić. Sztuką jest zrobić to tak, aby wyglądało, że to komplement.

Niestety w życiu każdego, w tym także każdego posiadacza ogrodu jest tak, że nagle znajomy, szwagier albo sąsiad kupi nowe meble, posadzi nowe drzewa, założy nowy trawnik czy ułoży nową kostkę przed domem. Jednym słowem zrobi coś, co wyraźnie poprawi jego wizerunek czy wygląd jego ogrodu.

Moment przykry, szczególnie jeśli Ty, w tym samym czasie, również nie kupiłeś nowych mebli, nie posadziłeś nowych drzew, nie założyłeś trawnika czy nie ułożyłeś nowej kostki przed domem. A jeszcze bardziej przykry jeśli znajomy, szwagier albo sąsiad chce się tym przed Tobą pochwalić. I to pochwalić w złym znaczeniu tego słowa, dobrze wiedząc, że z obojętnie jakich powodów, zrobi Ci tym przykrość. Inaczej mówiąc robi to z premedytacją raz, drugi, trzeci… dziesiąty. Do tego wszystkiego nie ma nic gorszego jak konieczność uśmiechania się i gratulowania jeśli osobiście za znajomym, szwagrem czy sąsiadem nie przepadasz.

Na szczęście sytuacja nie jest beznadziejna i są sprawdzone sposoby na to aby powiedzieć co naprawdę myślisz, ale ubierając to w ładną oprawę. Albo skrytykować udając jak najbardziej zachwyconego. Czyli obrazić tak, aby wyglądało, że to komplement. Plusem tego jest to, że nikt nie może udowodnić Ci złej woli, a znajomy, szwagier czy sąsiad mimo urażonej dumy, nie ma podstaw do obrazy.

Idealnie. Sięgnijmy więc do sprawdzonych sposobów.

Wspaniałe, a nie chciałeś nowych?

Komplement idealny jeśli ktoś chce się przed Tobą pochwalić nową rzeczą, którą właśnie nabył i z dumą umieścił w ogrodzie. Lub gdziekolwiek indziej. Np. komplet nowych mebli ogrodowych. Stwierdzenie: wspaniałe, a nie chciałeś nowych albo wspaniałe, wyglądają jak nowe, skutecznie popsują humor ich nabywcy. Oczywiście pewnie będzie zmieszany, oburzony i zaprotestuje: ale przecież to nowe meble. Wówczas, spokojnie dodasz: o przepraszam, zdawało mi się, że używane. Gwarantuję, że „zadra w sercu pozostanie” i do tego z pewnością znajomy, szwagier czy sąsiad będzie się doszukiwał czy aby meble na pewno nie używane lub uszkodzone. Skoro Ty to zauważyłeś.

Piękne, widziałem takie na wyprzedaży.

Nie ważne czy widziałeś czy nie, zapewne nie widziałeś. Powiedzieć można. Bo przecież nikt tego nie sprawdzi. Automatycznie rzecz, którą miałeś zobaczyć traci co najmniej 50% swojego blasku. Humor został skutecznie zepsuty, „wartość” skutecznie podważona, a do tego prezentujący „zachodzi w głowę”, że pewnie niepotrzebnie przepłacił.

Fajna, prawie taka jak moja.

Idealny tekst, który owszem potwierdza, że ładne, ale z góry sugeruje, że to nie to co Twoje. Zatem pełen sukces bo znajomy, szwagier czy sąsiad, który jeszcze przed momentem myślał, że Cię zaskoczy, już wie, że się nie postarał. Mógł dołożyć, lepiej poszukać i wtedy miałby np. taką fajną huśtawkę jaką masz Ty. A tak. Coś tam kupił, ale to nie to, a w domyśle: jest gorsza niż Twoja.

Ładnie, prawie wcale nie widać, że krzywo.

Oczywiście komplementy dotyczące nowych rzeczy to jedno, a trzeba sobie również radzić w sytuacji, kiedy zostaniesz wezwany do oglądania np. nowego trawnika czy przystrzyżonego żywopłotu. Wówczas trzeba odwołać się do wyższych wartości czyli norm estetycznych, płaszczyzn odniesienia czy innych standardów. Komplement pod tytułem: ładnie, prawie wcale nie widać, że krzywo, z automatu podważa fachową robotę. I oczywiście zasiewa ziarno niepewności, że to może jednak krzywo? A miało być tak idealnie.

Mądry nie zauważy, a głupi pomyśli, że tak ma być.

W zasadzie podobne znaczenie jak wcześniej ponieważ pod przykrywką „pocieszenia”, sugerujesz, że nic wielkiego się nie stało, ale jednak nie jest tak idealnie.

Jak na amatora całkiem dobrze.

Tekst, z góry podważający kompetencje Twojego rozmówcy i stawiający go w roli „przypadkowego” wykonawcy danej rzeczy. Czyli niby się nie zna albo nie ma doświadczenia, ale jako tako zrobił. Możesz, w zależności od sytuacji, stosować oczywiście różne modyfikacje tego komplementu, np. jak na kobietę może być, jak na laika może być, jak na ciebie może być itd. Dobry efekt będzie zawsze.

Całkiem, całkiem. Powinno się poprawić za jakiś czas.

Czyli owszem chwalisz, ale jednocześnie sugerujesz, że jest źle, a jednocześnie dajesz nadzieję na lepsze. Czyli prawdziwe mistrzowskie posunięcie. Prawie pokerowe. Nie ważne jak wygląda faktycznie, Ty masz prawo do swojego zdania. A skoro Cię zaproszono do „podziwiania” to zapewne się z nim liczą. Więc „wkładasz kij w mrowisko” i niech się domyślają co ewentualnie jest źle.

Dobrze, jak zaczynałem, też tak robiłem.

Komplement z serii: fajna, prawie taka jak moja. Czyli ten sam efekt psychologiczny. Owszem chwalisz, ale z góry sugerujesz, że jesteś już o lata świetlne z przodu. Czyli innymi słowy, teraz byś takiej fuszerki nie zrobił. Zrobiłbyś lepiej, a więc to co oglądasz właściwie tak dobrze zrobione nie jest. I koło się zamyka.

Dobrze. Za jaki czas nie będziesz tego widział.

I ostatni komplement z serii, która niby chwali, ale jednak krytykuje, a ponadto daje nadzieję na przyszłość. Inaczej mówiąc dajesz do zrozumienia, że jest nie najlepiej, ale jednocześnie udzielasz pocieszenia. Czyli jeszcze wychodzisz z sytuacji jak prawdziwy przyjaciel.

Co dają komplementy?

Dają Ci możliwość skrytykowania, wyrażenia co myślisz o Twoim rozmówcy czyli tym, który chciał się przed Tobą pochwalić, może nawet zrobić Ci na złość lub sprawić przykrość. Oczywiście mają zastosowanie w sytuacji kiedy ewidentnie za kimś nie przepadasz, chcesz „przemycić” swoje zdanie, a z różnych powodów nie wypada zrobić tego „wprost”. Nie ma znaczenia czy faktycznie jest krzywo czy prosto, czy widziałeś takie czy inne rzeczy w sklepie, czy rzecz albo robota, która oglądasz, podoba Ci się czy nie. Mówimy o sytuacji, w której chcesz aby Twój komplement był obrazą.

Bo przecież nie można zawsze i wszystkiego chwalić, a do każdej sytuacji się uśmiechać.

Co więcej nikt nie zarzuci Ci złej woli, nikt nie może pozwać Cię do sądu, powiedzieć, że skrytykowałeś. Bo przecież Ty wszystko pochwaliłeś. A gdyby był bardzo „dociekliwy”, z każdego z komplementów masz jeszcze wyjście awaryjne pt.: oj wydawało mi się. Ale niesmak pozostanie, drzazga została wbita, ziarno niepewności zasiane. I to jest Twój sukces.

Aby nie być posądzonym o „czarne zamiary”, na zakończenie, krótki komentarz do artykułu.
Impulsem do jego powstania był artykuł na blogu Stay Fly, który bardzo cenię i szanuję. Przede wszystkim za błyskotliwe spojrzenie Autora, Jego niezwykle lekkie pióro, duży dystans do siebie i niesamowity zmysł obserwacji otoczenia.

Był impulsem tzn. ramą do mojego artykułu. Nie kopią, ale pierwowzorem, który starałem się przełożyć na mój, ogrodowy język.

Dlaczego tak jest? Ponieważ, jak zapisałem, bardzo cenię zmysł spostrzegawczy Autora Stay Fly i czytając niektóre Jego teksty, od razu mam skojarzenia z otaczającą mnie rzeczywistością. A konkretnie z tym co widzę i z czym spotykam się na co dzień, zajmując się pielęgnacją zieleni. Niektóre teksty są tak uniwersalne, że idealnie podchodzą pod moją rzeczywistość.

Na blogu korzystam tylko z własnych treści, ale w przypadku trzech artykułów, po lekturze Stay Fly, nie mogłem oprzeć się, aby nie przełożyć tego na moją rzeczywistość. Myślę, że nie naruszyłem tym dobrego tonu blogowania, piszę o tym otwarcie. A przy okazji: jeśli czytasz ten tekst, a nie znasz jeszcze bloga Stay Fly, koniecznie na niego spojrzyj. Myślę, że będzie dla Ciebie przyjemną lekturą.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *