To dlatego nie warto prowadzić firmy ogrodniczej.

Po krótkiej przerwie wracam do tematu: czy warto prowadzić firmę ogrodniczą?

O tym, że warto już było. Nazbierało się całkiem sporo plusów. Proponuję je przypomnieć: To dlatego warto prowadzić firmę ogrodniczą.

Tym bardziej, że padło tam ważne pytanie: czego będzie więcej? Plusów czy minusów prowadzenia firmy ogrodniczej?

Być może ktoś z Was rozważa właśnie nad takimi lub podobnymi pytaniami. Albo zastanawia się czy podjęcie takiej działalności ma sens. Być może więc ten wpis wniesie coś do sprawy.

Jak wspomniałem ostatnio, prowadzenie jakiejkolwiek działalności, popularnie zwanej firmą, ma swoje dobre i złe strony. Również prowadzenie firmy ogrodniczej, usługowej, ma swoje plusy i minusy. Dobrze jest jak te pierwsze przewyższają drugie. Pierwsze już poznaliśmy, pora na te drugie.

Ponieważ działalność ogrodniczą prowadzę, mam całkiem sporo obserwacji. A ponieważ równolegle prowadzę inną, geodezyjną, mam też pewien punkt odniesienia. Mogę porównać i wyciągnąć wnioski, czym firma ogrodnicza się wyróżnia. Co jest w niej takiego złego?

Oto sekret: to dlatego nie warto prowadzić firmy ogrodniczej. A przy okazji, dla wyjątkowo uważnych, którzy mają jeszcze w głowie plusy, opisane w części pierwszej: zobaczcie, jak szybko plusy zmieniają się w minusy.

 

1. Praca na świeżym powietrzu.

Sprawa oczywista i jak najbardziej zrozumiała. Pielęgnacja zieleni, ogrodów, odbywa się „pod gołym niebem”. Poza plusami, o których było poprzednio, ma to swoje słabe strony. Bo poza tym, że jest świeże powietrze, jest przyjemnie i kolorowo jak teraz wiosną, to niestety inne pory roku również występują. A wraz z nimi upały, duchota, deszcze, śniegi, wiatry i przenikliwe zimno. Niestety. A i w takich okolicznościach pracować trzeba.

2. Zmienne otoczenie.

Plusem było to, że cały czas zmieniają się krajobrazy. Ciągle bywamy w innych miejscach. Ale minusem jest to, że cały czas trzeba pracować w najwyższym skupieniu. Trudno o rutynę skoro ciągle jest się gdzie indziej. W innym ogrodzie, w innym miejscu. Cały czas trzeba się uczyć, poznawać, każdy teren jest inny. Mało to, każdy teren to inne zlecenie. A każde musi być zrealizowane na maksimum. Więc nie ma miejsca na jakiekolwiek „spowolnienie” czy wykonanie czegoś „na pamięć”.

3. Ciekawi ludzie.

Owszem, ale i trudni. I to w wielu przypadkach. Praca w czyimś ogrodzie, który w wielu przypadkach jest „oczkiem w głowie” właściciela, to ciągła praca „na cenzurowanym”. Pod falą krytyki, pytań, a dlaczego to jest zrobione tak, a nie tak, a dlaczego nie zastosowane jest to, a mój szwagier to zawsze stosuje itd. Oczywiście pomijam przypadki, w których właściciel faktycznie ma rację i zwraca uwagę na źle wykonaną pracę. Jednak w wielu przypadkach są to uwagi „na wyrost”, które często potrafią pracę „umilić” i skomplikować.

4. Ciekawe miejsca.

No tak. Pod warunkiem, że są ładne, zadbane, a najlepiej jeszcze pachnące i kolorowe. Ale niestety szara rzeczywistość często jest faktycznie szara. W wielu przypadkach, szczególnie w ramach ogrodowych prac pielęgnacyjnych, trzeba się przedzierać przez sterty śmieci, „chaszczy” i różnych innych niedogodności. Do tego wiele prac jest nieprzyjemnych, a miejsca często ogrodów nie przypominają. Nie wspomnę już o utrzymaniu terenów publicznych, bo tam można się spodziewać wszystkiego. Dosłownie, o czym swego czasu wspominałem: Odpoczynek w parku po polsku. Tu możesz przeżyć wszystko.

 5. Obcowanie z przyrodą.

Podobnie jak z tymi miejscami. Nie zawsze jest piękna, kolorowa i pachnąca. Do przyrody należą też niestety komary, kleszcze i całe inne robactwo, z którym trzeba się zmierzyć. Do tego cały przegląd anomalii pogodowych, o których wspominałem. Ponadto cały wachlarz wszystkich innych spraw, o których często, myśląc o ogrodzie się zapomina. Chociażby „dłubanie w ziemi”, pokłute i pokaleczone ręce, powbijane kolce itd. To wszystko elementy przyrody.

6. Obcowanie ze sprzętem.

I to jest dopiero gwóźdź programu. Bo przyjemność z pracy maszyną to jedno, ale codzienne trudności, problemy, serwisy, awarie itd. to chleb powszedni. A, że w profesjonalnej firmie maszyn musi być dużo, różnych, to praktycznie nie ma dnia bez kolejnych problemów. Szczególnie jak świadczy się usługi w tzw. systemie ciągłym. Co gorsze problemy ze sprzętem, szczególnie profesjonalnym, to nie są tanie rzeczy. Dlatego, chcąc nie być „pogrzebanym żywcem” przez serwisy, trzeba nauczyć się z nimi rozmawiać. Wspominałem już o tym, może się Wam przydać: Główne grzechy serwisów. Czyli jak nie dać się oszukać i nie odebrać sprzętu w stanie gorszym niż był zostawiony? oraz Jak ważny jest dobry serwis i dlaczego cenię sprzęt Husqvarna?

7. Ciągłość zapotrzebowania na usługi.

Pod warunkiem, że nie jest to okres zimowy. W którym, o zlecenia jest naprawdę ciężko. Trzeba lat pracy i niemałego doświadczenia oraz ugruntowanej pozycji na rynku aby w branży ogrodniczej, zimą, zapewnić sobie pracę, która wystarczy na utrzymanie kosztów firmy. A i inne okresy do najłatwiejszych nie należą. Bo owszem od wiosny, do jesieni, z reguły pracy jest dużo. Ale to jeszcze nie oznacza, że praca ta jest zlecana właśnie Waszej firmie. Niestety. Aby tak było niestety trzeba się sporo nagimnastykować.

8. Różnorodność usług.

Branża zagospodarowania i utrzymania terenów zielonych to dość rozległa dziedzina. Od projektowania, przez urządzanie, do całorocznego utrzymania. Po drodze jeszcze sprzęt, rośliny, materiały, nawadniania, nawierzchnie itd., itd. Nie trzeba, a nawet nie powinno się brać jej „na warsztat” w całości. Nie można się przecież znać na wszystkim, o czym swego czasu już wspominałem: Dlaczego mogę powiedzieć „nie wiem”? I Ty również.

I teoretycznie, jak pisałem w części pierwszej, można „czepić” się jednej określonej dziedziny i w niej próbować się specjalizować. A jednak, w praktyce, okazuje się to niewystarczające. Bo rynek wymusza, na firmie, konieczność nowych usług. Załóżmy, że np. chcecie prowadzić firmę ogrodniczą specjalizującą się w koszeniu. I dobrze. Kupujecie kosiarkę i kosicie. Jedno zlecenie, dwa, trzy. Za chwilę okazuje się jednak, że nie wystarcza to na pokrycie kosztów. W międzyczasie dostajecie telefon: tniecie żywopłoty? To co mówicie? Owszem tniemy. Więc kupujecie sprzęt do cięcia i tniecie. Itd., itd. Usług ogrodniczych jest dużo. A to zmusza do posiadania rozległej wiedzy i stosowania zróżnicowanego sprzętu. O ile oczywiście myślicie o firmie liczącej się na rynku.

9. Stosunkowo łatwa branża.

Nie żeby ją bagatelizować czy ujmować powagi, ale jednak jest to „tylko” ogrodnictwo. Owszem jest tu również potrzebna wiedza, czasem niemała, ale jednak nie oszukujmy się… usługi ogrodnicze to nie są operacje na otwartym sercu, budowy mostów czy loty w kosmos. I mówię to z całą odpowiedzialnością, porównując chociażby do mojej geodezji. Skala trudności, problemów, złożoność spraw jest niewspółmiernie mniejsza. Nie trzeba mieć pięciu fakultetów (uprzedzając ew. krytykę dodam, że odpowiednie wykształcenie oczywiście pomaga), doktoratu czy znajomości czterech języków obcych. Wiele spraw jest „intuicyjnych”, możliwych do opanowania praktycznie czy z niewielką pomocą. I to jest właśnie minus tej branży. Bo teoretycznie może się nią zajmować „każdy”. Z minimalnym przygotowaniem (a zdarza się, że i bez) firmę ogrodniczą można założyć bez specjalnego kłopotu. Bez koncesji, uprawnień zawodowych itd. Sam znam kilka, które jak „z podziemi” wyrastały na moim lokalnym rynku. Inna sprawa, że szybko znikały, ale rynek zdążyły trochę zepsuć.

10. Niska szkodliwość czynu.

Czyli w uzupełnieniu poprzedniego. Poprzez to, że teoretycznie niewiele można tu „zepsuć”, wielu wydaje się, że mogą zajmować się ogrodnictwem. Owszem, można wszystko zrobić źle, ale jednak świat się od tego nie zawali. Nikt nie umrze, nie będzie katastrofy budowlanej, nie spadnie samolot itd. Co najwyżej trawa nie wyrośnie albo drzewo się nie przyjmie. Oczywiście w dużym uproszczeniu, ale jednak. Branża stosunkowo łatwa i z niską szkodliwością. A to niestety przyciąga i ośmiela „pseudo fachowców”. Którzy co? Psują rynek.

A dodatkowo:

11. Konkurencja

Czyli w podsumowaniu punktu 9 i 10: jest wielu śmiałków. A do tego sporo firm profesjonalnych. A to powoduje, że konkurencja jest spora. A czym dalej w las tym ciemniej. Czyli te drobne, niegroźne firmy psują tylko mały, drobny rynek. A na tym prawdziwym, profesjonalnym, gdzie o robotę trzeba się „bić” na przetargach, jest dużo „zawodowców”. Czyli jest duża konkurencja.

12. Ciężka praca.

Niestety głównie fizyczna. Trudno realizować firmę ogrodniczą zza biurka. Owszem trzeba ją wspomagać, ale główna akcja to niestety teren. I ciężka praca. Fizyczna, z łopatą, z brudnymi rękami. I nie w garniturze. Więc nie każdy się do tego nadaje.

13. Biurokracja.

Może nie jest to typowa przypadłość branży ogrodniczej, bo biurokracja jest wszędzie. I to z różnym natężeniem. Ale i branża ogrodnicza, mimo, że nie wygląda, nie jest od niej wolna. I nie chodzi tylko o oferty i faktury. Ale też całkiem sporo innych przepisów, ustaw i dokumentów. Warto wspomnieć chociażby o odpadach, co w tej branży jest mocno istotne, zezwoleniach na transport, ochronie środowiska, zamówieniach publicznych itd. Myśląc o tej branży trzeba się niestety z tym oswoić.

14. Niewdzięczna branża.

A na koniec moja „perełka”. Czyli niewdzięczna robota. Mimo, że pewnie się Wam tak nie wydaje. Ale jednak. Wyobraźcie sobie, że idziecie np. do krawca zamówić garnitur. Krawiec mierzy, omawiacie, ustalacie, dogadujecie i robi. Czyli szyje. Następnie przychodzicie po odbiór. Krawiec wyciąga garnitur. Jest taki jak miał być, odbieracie, płacicie, wszyscy zadowoleni. A w branży ogrodniczej? Trochę inaczej. Szczególnie z roślinami, trawnikami czyli tym co w ogrodzie prawie najistotniejsze. Wyobraźcie sobie, że coś sadzicie albo najlepiej siejecie trawnik. Robicie to najlepiej jak tylko się da, z zastosowaniem najlepszych materiałów i z dochowaniem pełnej sztuki ogrodniczej. Ale jest jedno ale. Po usłudze ogród opuszczacie, a trawnika jeszcze nie widać. Oczywiście wydajecie dyspozycje: nie deptać, podlewać itd. Właściciel zaklina się, że tak będzie robił. Mija miesiąc, jest telefon. Dlaczego trawa nie wzeszła? Albo dlaczego są puste pola? Co pan źle zrobił? Proszę przyjechać zobaczyć! Jedziecie. Właściciel utrzymuje, że podlewał. A Wy widzicie, że sucho jak pieprz. Albo ziemię przekopał pies. Widać jeszcze świeżo zasypane dziury. Więc zaczyna się dyskusja i wzajemne przekonywanie… często jednak stoicie na przegranej pozycji. Albo rośliny. Dlaczego uschły? To nic, że nie podlewane i sikały po nich psy. To Wy musicie udowodnić, że nie jesteście „wielbłądami”.

Tego właśnie najbardziej w tej branży nie lubię.

Podsumowanie

Prowadzenie firmy, szczególnie usługowej, już samo w sobie jest niemałym wyzwaniem. Szczególnie w naszym Kraju gdzie ogrom przepisów „około branżowych” potrafi podciąć niejedne skrzydła.

Jeśli jednak, ktoś decyduje się to pokonać i myśli o firmie usługowej, branża ogrodnicza jest godna uwagi. Jak widać było w poprzednim artykule plusów jest sporo. Poza tymi oczywistymi, także tych całkiem poważnych. Ale jak się okazuje minusów również nie brakuje. Co więcej, pozorne plusy, szybko zmieniają się w minusy.

Trzeba to wszystko, łącznie brać pod uwagę. Podchodzić do tematu z pełną świadomością plusów i minusów. Bo poza ewentualnymi osobistymi upodobaniami, nie bez znaczenia jest dostępność zleceń, ich ciągłość lub jej brak, podatki czy chociażby stopień trudności i odpowiedzialności. A praca na „świeżym” powietrzu, która wydaje się taka przyjemna, wcale nie jest taką zaletą. Podobnie praca sprzętem, obcowanie z ludźmi czy ogólnie nazywaną przyrodą.

Tak czy inaczej jedno jest pewne: są plusy i minusy tej branży. Zresztą to specjalnie żadne odkrycie. Tak jest ze wszystkim i wszędzie. Ważne tylko, których jest więcej. I które są dla Was ewentualnie bardziej znaczące. Mam nadzieję, że już znacie odpowiedź.

I liczę, że te wpisy nieco Wam w tym pomogły. Bez względu czy już w tej branży jesteście, czy dopiero planujecie.

5 komentarzy

  • Miałam nie dawno okazję poznać plusy i minusy tej branży. Wszystko zależy od ludzi na jakich się trafi. Jedni ,,fajnie, ok. robimy”, drudzy marudzą: ,,o tak drogo, a to tylko trawe trzeba zasiać”. Teraz słyszę, po tygodniu od założenia trawnika, że dlaczego jeszcze nie wschodzi. Szok! I oczywiście wszyscy chcą jak najtaniej i jak najwięcej :-/

    • Niestety.
      Kiedyś widziałem gdzieś, taką reklamę usług: tanio, szybko, dobrze, ale:
      – tanio i szybko nie będzie dobrze
      – dobrze i szybko nie będzie tanio
      – dobrze i tanio nie będzie szybko…
      I tak to trzeba tłumaczyć 😉

  • W 100 % sie zgadzam. Ja moge dodac jeszcze taki przyklad: razem z narzeczonym (ktorego rodzice maja centrum ogrodnicze, cieszace sie dosyc duza popularnoscia w regionie) chcemy kiedy rozszerzyc dzialalnosc wlasnie o pielegnacje i wykonywanie ogrodow. Poki co pilnie sie uczymy roslin, chodzimy na kursy no i oczywiscie pracujemy w centrum (ciagly kontakt z roslinami). Zglasza sie do centrum kobitka, pyta czy ktos sie zajmuje zakladaniem rabat itp. Zglaszamy sie na ochotnika (zaznaczajac ze dopiero sie uczymy i ze centrum poki co nie prowadzi takiej dzialalnosci wiec wszystko bedzie po taniosci ze wzgledu na nasze doswiadczenie). Babka szczesliwa sie zgadza. Przyjezdzamy, mierzymy, liczymy, projektujemy po nocach bo dzialka dosyc duza. W trakcie okazuje sie ze panstwo baaardzo zamozni (firma budowlana bardzo dobrze prosperujaca wiec tych pare stowek na pewno by ich nie pozbawilo majatku). Babka na wszystkie propozycje sie zgadza. Przyjezdza maz – naburmuszony i strasznie niesympatyczny (widac z Pan z wyzszych sfer). Do wszystkiego ma problem. W koncu wysylamy gotowy projekt. I od tego momentu kontakt sie urywa. Telefony nie odbierane, w domu nikt nie otwiera. Oczywiscie umowy zadnej nie ma bo przeciez wszystko robione „na lewo”. Mija rok, z ciekawosci przejezdzamy obok tej rezydencji a tam wiekszosc rabat ktore zaprojektowalismy juz gotowa. Mowia ze najlepiej uczy sie na bledach i juz teraz wiemy, ze trzeba 3 razy sprawdzic dla kogo chcemy pracowac.

    • To fakt. Z tym też się spotkałem. Na etapie wyceny, negocjacji, ustaleń wszystko jest pięknie.
      Najczęściej jest to według scenariusza: chcielibyśmy to, tamto, jeszcze to, tu zrobilibyśmy tak, to zmienić, to dodać, to też itd. Więc wszystko się wycenia… Bo samo się nie zrobi, materiały się „za darmo” nie kupią itd.
      Wychodzi niemała kwota, ale jak ma być to, tamto, i jeszcze to i to, to nie może być tanio.
      I po tym następuje cisza. Albo drugi wariant: oj myśleliśmy, że to będzie taniej… to dziękujemy…
      Niestety, takie uroki. A więc kolejny minus.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *