Czego brakuje wśród ogrodowych blogerów? I dlaczego wspólnie nie pijemy?

Blogosferę ogrodową obserwuję tak długo, jak długo prowadzę bloga. Czyli już przeszło 10 miesięcy. Wiem, że to nie długo, ale wystarczająco aby poczynić obserwacje. I wyciągnąć pewne wnioski.

Blogerów ogrodniczych dzielę według następujących zasad:

– Prowadzących blogi i przy okazji fanpage na facebooku.
– Prowadzących tylko fanpage na facebooku.

To po pierwsze. A po drugie według następującej prawidłowości:

– Zajmujących się „zielenią” zawodowo i stąd czerpiących główne inspiracje i tematy.
– Mających swoje własne ogrody, które są głównym, najczęściej jedynym motywem bloga czy fanpage’a.

Wszystkie powyższe drogi prowadzą do celu. A wszystkich powyższych nazywam blogerami ogrodniczymi. Różnymi. Lepszymi, gorszymi, ciekawymi, mniej ciekawymi, tendencyjnymi, inspirującymi itd.

Jednak czegoś brakuje mi wśród ogrodowych blogerów. Czego?

Porozumienia i współpracy. Takiej rzetelnej, branżowej. Szczególnie u blogerów z grupy zajmującej się zielenią zawodowo. Ale o tym za chwilę.
Brakuje wymiany doświadczeń, wsparcia technicznego, doradztwa i wzajemnego podnoszenia poziomu. Nie tylko blogosfery ogrodowej, ale przede wszystkim własnego, ogrodniczego poziomu blogerów.

Patrząc na całą sytuację z boku, mam wrażenie, że każdy działa „na własną rękę”. Tak oczywiście musi być bo nie można przecież pisać blogów wspólnie. Ale nie oznacza to, że wzajemnie nie można wspierać się wiedzą, doświadczeniem i indywidualnymi atutami, które jedni ewidentnie mają, a inni udają, że mają i boją się o nie zapytać.

Szczególnie blogerzy zajmujący się zielenią. Na etapie projektowania, realizacji czy utrzymania. Jest ich, przynajmniej znanych mnie, co najmniej kilku. A mimo to każdy działa indywidualnie. Swoje własną praktykę „chowa” dla siebie, nie mając okazji i potrzeby przekazać jej dalej. Brakuje miejsca, forum, bloga, czegokolwiek gdzie można byłoby wymienić się doświadczeniem, poprosić o radę, dopytać ludzi „z branży” o to czego w danym momencie potrzebujemy.

A jest to wiedza bezcenna. Do której niejednokrotnie trzeba dochodzić latami. Dlaczego więc nie mielibyśmy korzystać wzajemnie ze swojego doświadczenia? Nie tylko typowo ogrodniczego. Ale także kulisów działalności, umów, przetargów, „kruczków i haczyków”, zagrożeń, sprzętu, dobrych i złych elementów w poszczególnych „robotach”. Tym bardziej, że każdy jest „dobry w czym innym”, nie ma nikogo, kto zna się „na wszystkim”, o czym było niedawno nawet kilka słów: Dlaczego mogę powiedzieć „nie wiem”? I Ty również.

Jest za to coś innego.

Największa aktywność blogerów obserwuję oczywiście na facebooku. A tam wyłania się jeden, wyraźny obraz: każdy, każdego lubi i każdy wszystko u każdego lubi.
Nie ważne czy i jaka jest treść pod postem, czy zdjęcie jest proste czy krzywe, przedstawia tuje, goździka czy kota, zrobione szczoteczką do zębów czy pilotem do telewizora, wszystko się podoba. Może to i miłe jak pod postem jest kilkudziesięciu czy kilkuset lubiących oraz dużo komentarzy „wychwalających z zachwytu”. Tak to miłe. Nawet bardzo. Bo to nas napędza, tym się „żywimy”, to zapłata za naszą pracę.

Ale zostawmy tą zapłatę dla głównie „innych” czyli tych tysięcy obywateli przewijających się przez nasze strony. Niech oni nas „żywią”. A my „między sobą”, może mówmy sobie jak jest. Miejmy odwagę. Dla własnego dobra. Coś jest złe, ktoś „za bardzo odchyla się od pionu” powiedzmy mu o tym.

I odwrotnie. Ktoś robi „dobrą robotę”? Ciągnie do przodu tą szarą myszkę zwaną blogosferą ogrodniczą? Wtedy oczywiście dajmy mu znać, może wesprzyjmy takim czy innym gestem.

Dlaczego wspólne nie pijemy?

Bo nie rozmawiamy. Nie znamy się, nie mamy wspólnych tematów. Wiem, że było jedno czy dwa spotkania blogerów ogrodniczych. I co? Nie wiem, bo mnie nie było.

Ale widzę, to co widzę. Nic się nie zmieniło, każdy działa „na własną rękę”. I nic nie pomorze jeśli „środowisko” spotka się raz, dwa, nawet trzy razy do roku. Popije razem przez dwa dni, poklepie się po plecach i rozjedzie do własnych domów. To się nigdy nie sklei jeśli nie będzie bieżącego, branżowego kontaktu.

Dlaczego nie współpracujemy?

Bo razem nie pijemy. I nie rozmawiamy. Nie budujemy silnej marki jaką mogłaby być blogosfera o tematyce ogrodniczej. Tym bardziej szkoda bo to temat „chodliwy”, a Ogrodnicy to fajne chłopaki. I dziewczyny. Idealny „materiał” na Czytelników blogów, budowanie społeczności.

Może tak ma być i będzie, że wszystko zostanie tak jak do tej pory. Każdy z blogów ogrodniczych będzie szedł własną drogą. Znaczy wąska ścieżką. Gdzieś tam, z pewnością nie „w wielki świat”. Może to wszystkim pasuje. Nie wiem. Mnie nie pasuje.

Dlatego ja idę drogą własną, według swojej mapy. Kto chce, może do mnie dołączyć. Zapraszam, szczególnie tych, którzy mają podobne odczucia jak opisane powyżej. To rodzaj „wezwania” do działania dla wszystkich blogerów, którzy mają poczucie, że czas „wziąć się do poważnej roboty”. Czy ktoś się znajdzie? Nie wiem. W ostateczności trudno. Idę sam, według mojej mapy.

4 komentarze

  • Twój blog należy do jednych z lepszych, bardzo ciekawie i prosto piszesz! Tym samym trafiasz do wszystkich czytających Twojego bloga. Podziwiam, podziwiam i zawsze z wielką przyjemnością posty czytam! Pozdrawiam Tomku. 😉

  • Oj, wcale tak nie jest jak twierdzisz 🙂 Znamy się, rozmawiamy, spotykamy i pijemy razem – tylko bez Ciebie, bo nie byłeś na tych spotkaniach. Wymieniamy się także doświadczeniami i doradzamy sobie, ale o tym też możesz nie wiedzieć jako nowy.
    Zapraszamy zatem na 3 Spotkanie Blogerów Ogrodniczych na Gardenii 2015 w Poznaniu. Będzie doskonała okazja, by się poznać!

  • Masz częściowo rację – nie byłem, nie piłem, nie widziałem 🙂
    Jednak, jak napisałem we wpisie, nie mam na myśli spotkania raz, dwa, a nawet pięć razy do roku, przy okazji jakiejś imprezy, bo to niewiele wnosi do sprawy. Można się poznać owszem, ale tylko pobieżnie wymienić jakieś tam poglądy, z reguły bez szczególnych konkretów na przyszłość. Wiem, bo bywam na takich spotkaniach, chociaż zupełnie nie związanych z ogrodnictwem ani blogowaniem.

    Natomiast mnie chodzi m.in. o jakąś platformę porozumienia gdzie można byłoby z ludźmi z branży, którym “się chce”, wymienić poglądy, dopytać o to czego akurat w danym momencie potrzebuję, poradzić, zasięgnąć opinii, może zaaranżować jakąś współpracę. A to nie uda się podczas jednego spotkania na pół roku.

    Zgodzę się z tym, że są może jakieś “lokalne” grupy gdzie akurat znasz się z tym czy tamtym bo jesteście z jednego “podwórka” i coś tam może wspólnie zrobiliście czy robicie. Ok. Ale to według mnie za mało, przynajmniej jak dla mnie. Albo myślimy o dwóch różnych sprawach.

    A to, że nowy jak piszesz…. no cóż, według mnie to akurat plus, świeże spojrzenie, jakieś tam chęci… Nie każdemu musi to pasować. Rozumiem, nie mam nawet grama pretensji gdyby tak było, nawet powiedziane oficjalnie. Każdy idzie swoją drogą, jeden z tym, drugi z tamtym, trzeci sam.

    Co do spotkania w lutym. Bardzo się staram aby być. Ale akurat 26-go mam jakąś tam swoją osobistą rocznicę, o której swego czasu już z niektórymi rozmawiałem. Nie wiem czy dam radę. To się okaże. Ale również byłoby mi miło się poznać.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *