Klienci usług ogrodniczych. Jacy są?

Każda działalność, polegająca na świadczeniu usług, z zasady, opiera się o indywidualne zlecenia klientów. I jak się ogólnie utarło: „klient nasz pan”. Czyli klient płaci, klient wymaga. Klient określa co chce oraz jak chce i oczekuje, że tak to będzie wykonane. A jak na tym tle wyglądają klienci usług ogrodniczych?

Zanim jednak się o tym przekonasz kilka wstępnych uwag. Żyjemy w Polsce, a to oznacza i każdy o tym dobrze wie, że „Polak potrafi”. Czyli wszystko zrobić, wszystko „obejść” i zawsze znaleźć wyjście dla siebie korzystne. Ma to swoje dobre strony, ale także te negatywne. Do tych drugich zalicza się przekonanie, że z definicji każdy chce każdego oszukać, tanim kosztem się wzbogacić, zarobić, a nie narobić się czyli wypada każdego pilnować, sprawdzać, a już obowiązkowo patrzeć mu na ręce.

Szczególnie jeśli ma wykonać jakąś usługę. Zresztą po części jest to prawda, wystarczy obejrzeć kilka odcinków programu „Usterka” aby przekonać się, że nigdy i nikomu wierzyć nie można. Jednak jest to tylko jedna strona medalu i to ta widoczna z perspektywy klienta.

Z drugiej strony, oczami wykonawcy usług, wygląda to nieco inaczej i nie bez powodu powstał słynny już model wyceny usług:

  • Cena usługi – XX zł
  • Klient patrzy – cena + 50%
  • Klient patrzy i doradza – cena + 100%
  • Klient patrzy, doradza i pomaga – cena + 200%

W skrócie oddaje on już sedno sprawy i określa cztery główne typy klientów:

  • tych co tylko zlecają i dalej „się nie interesują”,
  • tych co patrzą na wykonanie usługi,
  • tych co patrzą i doradzają,
  • tych co doradzają i pomagają.

.

A jak na tym tle wyglądają klienci usług ogrodniczych?

W największym uproszczeniu podobnie jak powyżej, ale z doświadczenia, mogę wyróżnić jeszcze kilka dodatkowych podgrup „sytuacyjno – losowych”.

Podgrupa „sytuacyjno – losowa” to specjalna kategoria, według której można zaszeregować klientów usług ogrodniczych. Ponieważ najczęściej oni sami, zlecając usługę, tłumaczą się dlaczego nie mogą jej wykonać samemu. Tak jakby było w tym coś złego, że zlecają, a nie wykonują samemu. Z tego miejsca chciałem ich wszystkich uspokoić, że nie jest to nic ujmującego i nie trzeba się z tego tłumaczyć oraz podawać powodów, podobnie jak nie tłumaczy się, że się tego samemu nie robi, wzywająca fachowca do zepsutej pralki czy niosąc buty do szewca.

.

Klienci – podgrupy “sytuacyjno – losowe”

Brak czasu – powód najprostszy i najczęstszy w dzisiejszych czasach. Z reguły dotyczy młodszych posiadaczy ogrodów, najczęściej dość intensywnie i długo pracujących, będących okazjonalnymi gośćmi w swoich ogrodach. Ale nie tylko bo również takich, którym najzwyczajniej nie chce się pracować w ogrodzie, ale jeszcze nie są na tym etapie aby się do tego oficjalnie przyznać.

Brak sił – z reguły „alibi” osób starszych, które do tej pory rzetelnie opiekowały się swoim ogrodem. Według moich obserwacji, podobnie jak u osób z problemami zdrowotnymi, najbardziej wiarygodne i szczere wytłumaczenie.

Brak sprzętu – powód dobry jak każdy inny, w każdym razie rzeczywiście wykluczający pewne prace. Z drugiej strony szczególnie w tych mniej popularnych, jednorazowych zleceniach, jak chociażby wycinki dużych drzew, faktycznie uzasadniony. Np. nie ma sensu kupować podnośnika jeśli ma się do wycięcia jedno drzewo.

Brak wiedzy – podobnie jak powyżej, powód dobry jak każdy inny. I jak każdy uzasadniony ponieważ nie każdy musi się na wszystkim znać. Nie umiem, nie robię.

Problemy zdrowotne – to razem z „brakiem sił” najbardziej szczere wytłumaczenie. A jednocześnie najbardziej „chwytające za serce”. Często zdarza się, że kłopoty zdrowotne są wyrysowane na twarzy klienta i widać to, że z wielkim żalem musi prosić o pomoc, o którą, gdyby nie choroba, nigdy nie prosiłby.

.

Klienci usług ogrodniczych – podział ogólny

Znający się na sztuce ogrodowej i nie uczestniczący w realizacji usługi – czyli owszem znam się na ogrodzie, może i swego czasu opiekowałem się sam, ale obecnie, z opisanych powyżej przyczyn „sytuacyjno – losowych”, nie będę tego robił. Nie znaczy to, że nie będę wymagał i nie będę w stanie zweryfikować czy wszystko zostało poprawnie wykonane. Jednak zlecam to ufam, że będzie dobrze i nie widzę potrzeby abym miał stać i pilnować.

Znający się na sztuce ogrodowej i uczestniczący w realizacji usługi – dokładnie jak powyżej z tą tylko różnicą, że decyduję się osobiście nadzorować, doradzić ewentualnie nawet pomóc. Krupa klientów, którą można ocenić na dwa sposoby. Pierwszy to „dość męczący” ponieważ swoją wiedzę i uczestnictwo w realizacji usługi traktuje na zasadzie „ja wiem lepiej”. To nie tak, to tak, a dlaczego to jest robione w ten sposób? Ostatecznie wszystko jest w porządku, ale jednak uciążliwość wykonania usługi pozostaje. Natomiast drugi sposób jest niezwykle inspirujący i cenny. Ponieważ klient, który faktycznie ma wiedzę, chce się nią w sposób uczynny i bezinteresowny podzielić. Zdarza się więc, że realizując takie prace można się czegoś dodatkowego dowiedzieć, poznać jakieś nowe metody, sposoby realizacji danego zagadnienia. W mojej ocenie bardzo pożyteczna sytuacja.

Nie znający się na sztuce ogrodowej i nie uczestniczący w realizacji usługi – czyli mam ogród, ale nie chcę i nie muszę się na nim znać. Zlecam, płacę i wymagam. Nie interesuje mnie jak to będzie zrobione, ma być dobrze. Czyli krótko i rzeczowo. Moim zdaniem najkonkretniejsza i najmniej „problemowa” grupa klientów.

Nie znający się na sztuce ogrodowej i uczestniczący w realizacji usługi – czyli najgorszy możliwy wariant. Klient nie ma zielonego pojęcia, natomiast w jego ocenie, jest ekspertem tematu. Coś się oczytał, coś usłyszał i wie, „że coś dzwoni, ale nie wie, w którym kościele”. Do tego nie sposób mu wytłumaczyć, że jest w błędzie i każde posunięcie w wykonywanej usłudze musi być poprzedzone poważną wymianą zdań. Wszystko krytykuje, neguje, ponieważ w jego ocenie należy to zrobić inaczej. Jednym słowem klient udręka.

.

Myślę, że obojętnie czy jesteś klientem usług ogrodniczych czy sam je wykonujesz, warto być świadomym powyższej systematyki. Przede wszystkim dlatego aby, nawet nieświadomie, nie popełniać niektórych błędów. Z pozycji klienta – nie dokuczać, a z pozycji wykonawcy być przygotowanym na każdy scenariusz.

Jednak bez względu na powyższe, klienci usług ogrodniczych, to dobrzy klienci. Ze względu na to, że mają ogrody, w głębi duszy są wrażliwymi ludźmi. A to oznacza, że współpraca z nimi, najczęściej, dobrze się kończy. Mimo nawet przejściowych „zgrzytów” efekt końcowy jest dodatni.

I takiego właśnie ogólnego efektu życzę sobie i Tobie, bez względu czy jesteś na pozycji klienta czy wykonawcy usług.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *